poniedziałek, 24 grudnia 2012

5.





- Szukałem cię. - przerywasz milczenie, spoglądam w Twoim kierunku. Kamienna twarz, mogłoby się zdawać - zero uczuć. Grasz, ale Twoje oczy Cię zdradzają. Doskonale pokazują walkę Twojego serca.
- Wiem. - krótkie słowo, zgodne z prawdą. Nic więcej nie mogę powiedzieć ze względu na wielką gulę tkwiącą w moim gardle.
Cisza.
Chcę Ci zadać najważniejsze pytanie. Pytanie, które towarzyszyło mi każdego dnia. Gdy się budziłam, gdy kładłam się spać, przy najmniejszych czynnościach, przypominających o Tobie. Wypełniałeś każdy, mój dzień.
- Jesteś szczęśliwy? - pytam. Mam nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca. Bo wiesz, jak się kogoś kocha, to jego szczęście jest dla nas najważniejsze. Ja Cię kocham, i choć mnie zraniłeś nadal pragnę Twojego szczęścia, nawet kosztem swojego.
- Tak. Chyba jestem. Jestem podstawowym graczem reprezentacji  gram w kubie, który jest Mistrzem Polski. Moje siatkarskie marzenia się spełniają. - Zerkasz ma mnie, uśmiecham się, doskonale wiem jak bardzo chciałeś być dobry w tym co robisz. Zawsze mierzyłeś w najwyższe cele. Właśnie celem tak wysokiej rangi była gra w Reprezentacji Polski.
- Rozwinąłeś skrzydła. Może miałeś rację - widząc Twoje pytające spojrzenie, kontynuuję - Może na prawdę przeszkadzałam Ci w rozwoju kariery.
- To nie prawda. - protestujesz, lecz wiesz, że jest w moich słowach cień prawdy, a w Twoim zaprzeczeniu nutka fałszu.
Cisza.
- A poza boiskiem, jesteś szczęśliwy?
- Chcesz zapytać czy kogoś mam? - bardziej stwierdzasz niż pytasz. Czerwienie się lekko, ale kiwam głową. Zaprzeczanie nie ma sensu, za dobrze mnie znasz. Cieszy mnie fakt, że nadal potrafisz mnie bezbłędnie rozszyfrować  Nie potrzebujemy potoku zbędnych słów, nie musimy mówić za dużo. - Tak, mam. - zaczynasz powoli, nie zdajesz sobie sprawy, że tymi słowami wbiłeś w moje serce kolejny sztylet. - Gdy w końcu zacząłem sobie radzić bez Ciebie, Ty się znowu pojawiasz. - mówisz bezradnie, jakby w geście obrony. Kolejny raz wpędzasz mnie w poczucie winy.
- Ja sobie nadal nie radzę. - wyduszam ledwo słyszalnym, trochę drżącym głosem, lecz do Ciebie docierają te słowa bardzo wyraźnie.
Cisza.
Czas na poukładanie rozszalałych myśli, odbijających się w naszych głowach.
- Ma na imię Joanna, poznałem ją w Spale. - na moją twarz wkrada się smutek  lecz szybko wymuszam uśmiech. Nie wiem czy to zauważasz. Uciekam od Twojego spojrzenia, spoglądam na zegarek.
- Muszę już iść,  późno jest. Dobranoc. - wstaję z zamiarem możliwie najszybszego odejścia, lecz uniemożliwiasz mi to, łapiąc mnie za nadgarstek. Odwracam się i patrzę w Twoje oczy. Twój doty zadaje mi jeszcze więcej cierpienia. Ciepłe dłonie, które tak dobrze znam, które tak dobrze znają moje ciało. Tyle razy mnie obejmowały, wodziły po mojej twarzy, trzymały moje ręce. Zawsze byłeś taki ciepły, nadal jesteś.
- Odprowadzę Cię. - widzisz moje wahanie. - Proszę. - dodajesz. Mięknę. Kiwam głową na znak, że się zgadzam.
Wołasz Bobka, czepiasz go na smycz, zawsze mnie śmieszył ten widok: Ty, taki wielkolud i on, taki malutki i bezbronny. Uśmiecham się do wspomnień.
Droga do mojego mieszkania nie jest długa, idziemy rozmawiając o treningach, o szansach Resovii w Plus Lidze i Lidze Mistrzów. W pewnym momencie Twoja dłoń ociera delikatnie o moją, spoglądam na Ciebie lekko zawstydzona i zdezorientowana. Po ułamku sekundy odwracam wzrok i na wszelki wypadek chowam ręce do kieszeni bluzy. Jesteśmy już pod moim blokiem. Gdy nagle o czymś sobie przypominam.
- Poczekaj chwilę, proszę. - mówię przelotnie i znikam za drzwiami budynku. Szybko dostaję się do mieszkania, zabieram to po co przyszłam i z lekkim wahaniem i smutkiem wracam do Ciebie.
- To należy do Ciebie. - podaję Ci czarne, sporawe pudełko, patrzysz na mnie wyraźnie zdziwiony. Otwierasz pudełko i uderza w Ciebie fala wspomnień. Wszystko co mi podarowałeś.
- No co ty, Melka ....
- Zibi, to należy do Ciebie. - przerywam Ci protest. - Proszę, weź to. Nie powinnam tego mieć  - kiwasz głową. Mam ochotę Cię przytulic, tak zwyczajnie, ale wiem, że nie mogę. Wyciągam dłoń w Twoim kierunku.
- Do zobaczenia jutro. - ściskasz ją. Wymieniamy delikatne, aczkolwiek szczere uśmiechy. tak bardzo chciałabym, żebyś został, przytulił mnie. Chcę znowu spędzać z Tobą całe noce na jedzeniu lodów i rozmawianiu o siatkówce ...
Tęsknie....

******

Leżę w łóżku, myślę o naszej rozmowie. Było trudno, ale nie tragicznie. Potrafiliśmy rozmawiać, a to już coś.

Ciekawe jak będzie jutro.

- Dobranoc Zbyszku. - mówię cicho, wiem, że tego nie usłyszysz.

Zamykam powieki.

Czy myślisz teraz o mnie?

Zasypiam.

Znowu mi się śnisz .....


**********
W końcu dodałam, tak samo jak na norwegian-dreams :D

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
 

1 komentarz:

  1. Dobrze ze potrafią rozmawiać! Przecież to ważne, liczy się to ze mimo błędów, cierpienia, bólu który sobie zadali nadal potrafią rozmawiać, bez krzyku i kłótni.
    Melka cierpi, przecież ta rozmowa kosztowała ją na pewno dużo. Lecz nie poddaje sie i nie chowa po kontach,! to ważne i to się liczy!
    Świetny!
    Czekam na następny:)
    Pozdrawiam,
    Metka.

    OdpowiedzUsuń